Klient

Starzy usługodawcy mawiali „klient nasz Pan”. Od wieków zawsze silnikiem gospodarki był klient który znaczył więcej niż pieniądze.
Był ważnym elementem wizerunkowym, kierował renomą, nadawał prestiżu. W dobie komercjalizacji, klient staje się kolejnym numerkiem w statystykach i nic więcej.
Będąc wieloletnim klientem wielu usługodawców, operatorów i kooperantów – nabrałem wrażenia że ważne są stałe relacje, choćby minimalny postęp i obopólne zadowolenie ze współpracy. Brzmi dość utopijnie? Niekoniecznie. Moje umowy partnerskie i umowy z operatorami sięgają 2000 roku. Mam dość wyrobione zdanie na ten temat. Wynika to z różnych występujących problemów, nieścisłości, błędów i sytuacji nieprzewidzianych.
Wielokrotnie sugerowano mi w otoczeniu że czas coś tam zmienić. Czasem warto, czasem wiem że pragmatyzm ma większe znaczenie niż kolejna kartoteka z numerkiem.
U jednych załatwienie sprawy jest tylko kwestią telefonu, chwilą poświęconą na ustalenie kilku detali i wspólny interes kręci się dalej. W szczególnych przypadkach wieloletnie upominanie kończy się rozwiązaniem umowy w trybie roszczeniowym.
Firma która kieruje się szyldem „najlepsza” okazuje się tylko mglistym wizerunkiem, który przez lata niczego nie zmienia poza kolejnymi ograniczeniami dla klienta. O dziwo stara konkurencja pomimo mojej bardzo krytycznej opinii, staje na wysokości zadania i nagle staje się kimś kto potrafi wyciągnąć wnioski. Bardzo budujący sygnał. Niestety nie dla wszystkich. Dzisiaj po 20 latach wygasła usługa która nie miała znaczenia dla operatora. Stała się balastem – choć sam sygnalizowałem potrzebę rozwinięcia współpracy – dziwne prawda? Sam muszę usługodawcy sugerować że trzeba coś zmienić, żeby nie stracić klienta. To jest prawdziwa utopia.
Celowo nie korzystam z oficjalnych nazw firm. Do chwili oficjalnego zakończenia postępowania reklamacyjnego – mam nadzieje że nie sądowego.
Przykre że klient traci na wartości. Temat jest rozwojowy, ale jest szerokim polem do kolejnych wpisów.
c.d.n.